MINĘŁO JUŻ PONAD ĆWIERĆ WIEKU …

Historię Gama College of English, która odzwierciedla polskie losy po przemianach 1989 roku, przedstawia w rozmowie z Mateuszem Zimnochem założyciel Gamy, Wojciech Graniczewski.

Słyszałem, że nawet Pana pies komunikuje się w trzech językach. Pan tak działa na całe otoczenie?

LORI I KASIA Moja bokserka jest niezwykle inteligentna, więc w wielu sprawach rozumiemy się bez słów. Ale rzeczywiście, poza językiem psim, Lori włada płynnie polskim i nieźle angielskim. Zna też kilka słów niemieckich, ale te – niestety – wyraźnie ją stresują. W każdym razie, zdolności lingwistyczne mojego psa wspierają moją wiarę w sens nauki języków obcych.

Jak to się wszystko zaczęło?

Był rok 1988. Firma GAMA prowadziła agencję artystyczną, studio teatralne, biuro tłumaczeń oraz organizowała turystykę przyjazdową dla obcokrajowców. Edukacja była wtedy zastrzeżona wyłącznie dla instytucji państwowych PRL oraz dla spółdzielni o nazwach typu „Oświata” i „Wiedza”. Ale w powietrzu czuło się już nowe możliwości…

Spółdzielcza edukacja językowa nie brzmi zachęcająco. Jak to wyglądało?

Fatalnie. Nauka odbywała się w 30-osobowych grupach i nie przejmowano się zbytnio indywidualnym poziomem zaawansowania. Po prostu, kursantów zapisywano nie tam, gdzie powinni być, tylko tam, gdzie akurat było miejsce. Trudno więc się dziwić, że efektywność nauczania była znikoma, a osoba dobrze władająca angielskim była wyjątkiem.

Wyjątkiem były też pewnie zachodnie metody kształcenia. Z czego wtedy uczono?

Głownie z podręczników wydawanych w Polsce. Większość z nich była beznadziejna, choć zdarzały się chlubne wyjątki tworzone przez takich autorów-pasjonatów jak Leon Leszek Szkutnik czy Jerzy Godziszewski. Kiedy zaczęliśmy planować nasze kursy, sprowadziliśmy z Anglii zestaw najlepszych podręczników i z nich stworzyliśmy własny skrypt … rozmnażany na powielaczu spirytusowym.

Tak po prostu sprowadziliście angielskie książki do komunistycznej Polski i zaczęliście uczyć?

Decyzja o utworzeniu szkoły językowej z prawdziwego zdarzenia zapadła na przełomie 1988 i 1989 roku. Ponieważ prywatna działalność edukacyjna byłaby nielegalna, postanowiliśmy ten projekt przedstawić publicznie jako warsztaty artystyczno-językowe. Mieliśmy koncesję na działalność artystyczną, więc ryzyko było zredukowane.

A jednak jakieś ryzyko było…

Teoretycznie tak. Ale w praktyce służby specjalne PRL miały wtedy poważniejsze problemy niż jakieś tam warsztaty organizowane przez agencję artystyczną. Współpracowaliśmy z grupą Maanam, Grupą pod Budą, Kabaretem pod Egidą, Piwnicą pod Baranami, Teatrem Starym i produkowaliśmy samodzielnie małe formy teatralne dla dorosłych i widowiska dla dzieci. Warsztaty językowe były więc postrzegane jako element o wiele szerszej działalności artystycznej.

W takim razie agencja GAMA była czymś więcej, niż tylko przykrywką dla kursów językowych.

Zdecydowanie tak. Byliśmy nawet producentem wykonawczym festiwalu artystycznego zorganizowanego w Krakowie w oprawie Konferencji KBWE. Wtedy, podczas 2 tygodni, zorganizowaliśmy 116 spektakli i innych imprez artystycznych. Ale najcieplej wspominam nasze własne produkcje teatralne dla dzieci. Było to niesamowite, bo wtedy w kulturze tak niewiele się działo, że na nasze spektakle, grane w największych salach widowiskowych Polski, przychodziły tysiące małych widzów. Na przykład, nasz spektakl teatralno-muzyczny z udziałem Grupy pod Budą pod tytułem „Ciuchcia z piosenkami, czyli Opowieści Ciotki Matyldy” był pokazany w Sali Kongresowej w Warszawie, która mieści ok. 3000 widzów, sześć razy pod rząd przy pełnej widowni. To się dziś już chyba nie zdarza.

I na bazie takich sukcesów postanowiliście stworzyć szkołę angielskiego.

To był jeden z powodów. Drugi był bardziej prozaiczny. Pod koniec lat 80-tych hiperinflacja w Polsce była na poziomie ok. 600 procent.

Ile?

Tak, tak. Nie mylę się – w 1989 roku nawet ponad 600 procent. A przy działalności agencji artystycznej jest tak, że najpierw trzeba wydać spore pieniądze na produkcję spektaklu czy koncertu, a potem eksploatować go wielokrotnie, żeby z wpływów z biletów odzyskać poniesione nakłady i zarobić przy tym na bieżące koszty działalności. Tak więc potrzebna nam była jakaś inna działalność, taka, w której przychody powstawałyby wcześniej niż koszty. A za edukację płaci się z góry, tak więc decyzja o rozpoczęciu działalności edukacyjnej zapadła w grudniu 1988 roku i od stycznia zaczęliśmy remont adaptacyjny wynajętego na ten cel budynku w okolicy Ronda Grunwaldzkiego, którego niestety dziś już nie ma, bo na jego miejscu powstało Centrum Kongresowe. Remont, jak to remont, potrwał dłużej niż planowaliśmy i skończył się dopiero w kwietniu 1989. Pierwsze 6-tygodniowe kursy dla trzech 12-osobowych grup rozpoczęliśmy w maju. Był to praktyczny test naszego pomysłu, który pokazał, że mamy wielkie perspektywy dla rozwoju projektu Gama School of English.

Założę się, że w atmosferze 1989 roku więcej osób wpadło na podobny pomysł.

Ale to my stworzyliśmy pierwszą profesjonalną szkołą językową w Krakowie, a prawdopodobnie również pierwszą w Polsce. Stało się to zanim czerwcowe wybory 1989 roku doprowadziły do zmiany ustroju w Polsce i końca PRL. Na naszych kursach, po raz pierwszy słuchacze połączyli się w 12-osobowe grupy, gdzie wszyscy uczestnicy byli na jednolitym poziomie zaawansowania, usiedli przy wspólnym stole zbudowanym w układzie podkowy, uzyskali dostęp do nowoczesnych na owe czasy materiałów pomocniczych i brali aktywnie udział w zajęciach prowadzonych dynamicznie metodą komunikatywną przemiennie przez lektorów polskich i native speakerów.

I co było dalej?

We wrześniu rozpoczęliśmy kolejne kursy, w których wzięło już udział blisko 300 osób. Po prostu, w miasto poszła fama, że to dobrze działa, choć wcale nie jest drogie.

Przecież GAMA od zawsze uchodziła za nietanią szkołę.

W stosunku do cen lekcji prywatnych koszty nauki w naszej szkole były (i są nadal) znacznie niższe, a efekty nauki były (i są) przewidywalne, jasno opisane i gwarantowane. Potwierdzały to zresztą wielokrotnie znakomite wyniki naszych słuchaczy na międzynarodowych egzaminach Cambridge FCE, CAE i CPE. Dziś można je zdawać w naszym wewnętrznym centrum egzaminacyjnym akredytowanym przez Cambridge English Language Assessment.

No właśnie. Przyznam, że trochę mnie intrygują te wszystkie związki z Anglią. Skąd tak rozległa współpraca?

W 1992 roku, w naszej siedzibie zarejestrowane zostało IATEFL Polska …

Czyli?

alanmaleyInternational Association of Teachers of English as a Foreign Language, czyli Międzynarodowe Stowarzyszenie Nauczycieli Języka Angielskiego, oddział w Polsce. Prezesem IATEFL UK był wówczas Alan Maley, wybitny metodyk nauczania języka angielskiego i autor serii fantastycznych książek wydanych przez Oxford University Press i kształtujących profesję. Było to dla naszej branży wielkie wydarzenie …

… więc przy okazji zwróciliście się do niego z ofertą współpracy?

Nie. Było dokładnie odwrotnie. Alan zapytał, czy może zobaczyć zajęcia w naszej szkole. Oczywiście, zgodziliśmy się, a on potraktował to poważnie i odwiedził większość grup. Na koniec stwierdził, że poziom naszych zajęć nie odbiega od dobrych szkół języka angielskiego w Wielkiej Brytanii i zapytał, czy nie chcielibyśmy zostać partnerem renomowanej fundacji edukacyjnej The Bell Educational Trust w Cambridge, którą wtedy kierował.

I tak się to zaczęło?

Niezupełnie. Najpierw musieliśmy przejść formalną wizytację przeprowadzoną przez dwóch inspektorów z Fundacji Bella, którzy nie tylko hospitowali zajęcia, ale także zaglądali do naszej biblioteki, a nawet do sanitariatów i pod dywany. W efekcie, w styczniu 1993 roku, podpisaliśmy umowę stowarzyszeniową z fundacją The Bell Educational Trust i zmieniliśmy nazwę szkoły na Gama-Bell.

Na pewno było to spore źródło motywacji.

Dokładnie tak. Status stowarzyszonego członka The Bell Educational Trust zobowiązywał nas, z jednej strony, do działania w zgodzie z Kodeksem Postępowania Szkół Bell i stosowania w pracy rygorystycznych brytyjskich norm, ale z drugiej strony dał naszemu zespołowi szeroki dostęp do szkoleń. To dało nam impuls do pracy i rozwoju …

To musiał być niezwykle ważny czas.

To prawda. Kluczowe znaczenie miał rok 1993. Wtedy, jako jedna z pierwszych szkół językowych w Polsce, uzyskaliśmy nie tylko Certyfikat Jakości i Rekomendację PASE, ale także akredytację Ministerstwa Edukacji Narodowej na prowadzenie niepublicznego Nauczycielskiego Kolegium Języków Obcych o uprawnieniach publicznych. Tak powstał Gama-Bell Teacher Training College.

Czyli mała prywatna uczelnia wyższa?

Formalnie samodzielny zakład kształcenia nauczycieli, którzy dzięki umowie o współpracy naukowo-dydaktycznej zawartej z Instytutem Filologii Angielskiej UJ na koniec 3-letniego okresu kształcenia uzyskiwali tytuł licencjata.

A kolejny ważny rok?

Pierwsi absolwenci naszego College’u w 1996 roku, a potem na pewno rok 2003. Wtedy, jako druga placówka w Polsce a pierwsza w Krakowie, uzyskaliśmy akredytację europejską przyznaną przez EAQUALS – Evaluation and Accreditation of Quality in Language Services oraz międzynarodowy znak jakości: Excellence in Language Education. Pamiętam, że dostaliśmy wtedy list gratulacyjny od pani minister Danuty Huebner.

Brzmi świetnie, ale jak to wygląda od drugiej strony? Rzeczywiście trudno dostać taki certyfikat?

Bardzo trudno. Pewnie dlatego tak niewiele polskich szkół przystępuje do inspekcji, która zawsze poprzedza udzielenie akredytacji, a potem jest regularnie powtarzana. No i kolejną barierą są niemałe koszty. Ale warto je ponieść, aby być pewnym, że wszystko w szkole działa prawidłowo.

Co jest wtedy sprawdzane?

Dosłownie wszystko: kwalifikacje kadry, jakość zarządzania, systemy organizacyjne, procedury postępowania, programy nauczania, rzetelność informacji, etyka działania, baza lokalowa, bezpieczeństwo, higiena, ale najważniejsza jest jakość zajęć i efektywność nauczania. Aby inspekcja zakończyła się sukcesem, szkoła musi uzyskać pozytywna ocenę w każdej z 12 kategorii.

No dobrze, ale wciąż jesteśmy w roku 2003. Co się działo dalej?

Szczególnie ważny był rok 2011, kiedy to uzyskaliśmy akredytację na prowadzenie na terenie szkoły Centrum Egzaminacyjnego Cambridge English Language Assessment i organizowanie dla naszych słuchaczy egzaminów Cambridge FCE, CAE i CPE. Uzyskaliśmy też uprawnienia do wystawiania naszym słuchaczom międzynarodowych dyplomów znajomości języka EAQUALS Certificate of Achievement in English.

Czym to się różni od zwykłego certyfikatu wystawianego przez szkołę?

Organizacja EAQUALS, która współtworzyła na zlecenie Rady Europy wspólny europejski system poziomów zaawansowania Common European Framework of Reference for Languages, stworzyła narzędzie internetowe, przy pomocy którego akredytowane szkoły mogą wystawiać swoim słuchaczom, którzy osiągnęli europejskie poziomy zaawansowania A1, A2, B1, B2, C1 i C2, dyplomy w takiej samej formie w każdym kraju.

To znaczy, że takie dyplomy będą uznawany w krajach Unii?

Tak… a nawet poza Unią, bo EAQUALS działa dziś globalnie.

W 2014 roku obchodziliście jubileusz 25-lecia. Czy to z tego powodu powróciliście do dawnej nazwy Gama College of English?

Sentymenty są z pewnością ważnym powodem powrotu do tej nazwy, ale drugim powodem jest zmiana formy naszej relacji z Fundacją Bella, wprowadzona w 2013 roku na nasz wniosek.

To znaczy?

Postanowiliśmy wtedy przekształcić nasze członkostwo w sieci szkół Bell na status przedstawiciela. Taka formuła jest korzystniejsza, bo nie generuje kosztów, a pozostawia nam takie same uprawnienia do organizowania pobytów edukacyjnych w szkołach Bell w Anglii. Poza tym, naszym głównym partnerem jest dziś EAQUALS.

A jakie są plany Gamy na przyszłość?

Chcemy rozszerzyć naszą działalność edukacyjną, organizując rozmaite warsztaty językowo-artystyczne. Nie czas jeszcze, by zdradzać szczegóły, ale wkrótce zaprezentujemy ciekawą ofertę dla przyszłych dziennikarzy, aktorów i muzyków. W ten sposób wrócimy do naszych artystyczno-lingwistycznych korzeni.